Archiwum - października 2007

na wschodzie bez zmian 29. października 2007 21:22:00 Murakami Komentarze (5)
linkologia.pl spis.pl

Kiedy dostałam te książkę, nawet się ucieszyłam. Od dawna miałam ochotę poczytać Murakamiego w języku innym niż polski. Chciałam sprawdzić, czy nieudolność stylu wynika z niesprawności tłumacza, czy też autora. Wersja angielska tez okazała się sztywna i formalna, co jednak w języku obcym stanowiło pewien plus: łatwo się czytało tak „podręcznikowo” opisaną historię.

Początek wydał mi się obiecujący także ze względu na to, że bohater powieści jest jedynakiem. Doskonale więc rozumiałam wszystko, co o sobie mówił. Pewna izolacja, brak chęci do współzawodnictwa, unikanie gier zespołowych, przez niewyrobienie sobie odruchów walki w towarzystwie rodzeństwa. Moja reakcja na pytanie „nie jest ci smutno samemu” była identyczna jak Hajime, a chęć przebywania we własnym, czyli dobrym towarzystwie, zamiast wśród rechoczących równolatków, znalazła u mnie doskonałe zrozumienie.

Na tym jednak moje współodczuwanie  z bohaterem się kończy. Paradoksalnie największy zawód sprawił mi, nie kiedy łamie serce zakochanej w  nim dziewczynie, ale kiedy karnie wstępuje w szeregi społeczeństwa zakładając rodzinę. Sprawdza się stara prawda, ze szczęście jest nudne i na temat powieści rzadko się nadaje. Dlatego Hajimie zaczyna powoli ześlizgiwać się ze ścieżki stateczności.  Z utartego szlaku spycha go niepokojąca postać dawnej ukochanej.

Pierwszy raz spotkał się  z nią w szkole, wtedy była utykającą nastolatką, odizolowaną jeszcze bardziej jak on, z powodu swojego kalectwa. Teraz przybiera postać kobiety doskonałej: świetnie ubrana, piękna, małomówna i zachęcająca do zwierzeń. Jak można się domyśleć wybucha namiętność, a podczas tej eksplozji ideał spisuje się na medal – po czym taktownie znika.

Książka  Murkamiego po raz kolejny pokazuje , jak piękne może być marzenie. I jak dalekie od rzeczywistości. Nie bierze się jednak w niej pod uwagę różnej jakości ludzkich zmyśleń, a fantazje głównego bohatera staja się w końcu sumą rojeń znudzonego pana w średnim wieku. Jego ukochana jest postacią  papierową, nieprawdziwą  do granicy drwiny, która ciśnie się na usta przy czytaniu opisu jej milczenia, wyglądu, sposobu bycia. Cały Murakami chciałoby się powiedzieć, po zamknięciu ostatniej strony tej historii, z której po raz kolejny nic nie wynika.   

Mowa o:

South of the border, west of the sun by Haruki Murakami

Halloween 28. października 2007 22:45:00 Komentarze (0)
linkologia.pl spis.pl

  Z tej okazji wiersz mało u nas znanej poetki:

Her Kind
Sexton Anne


I have gone out, a possessed witch,
haunting the black air, braver at night;
dreaming evil, I have done my hitch
over the plain houses, light by light:
lonely thing, twelve-fingered, out of mind.
A woman like that is not a woman, quite.
I have been her kind.

I have found the warm caves in the woods,
filled them with skillets, carvings, shelves,
closets, silks, innumerable goods;
fixed the suppers for the worms and the elves:
whining, rearranging the disaligned.
A woman like that is misunderstood.
I have been her kind.

I have ridden in your cart, driver,
waved my nude arms at villages going by,
learning the last bright routes, survivor
where your flames still bite my thigh
and my ribs crack where your wheels wind.
A woman like that is not ashamed to die.
I have been her kind.

Łoś czyli Ktoś 22. października 2007 20:55:00 Komentarze (2)
linkologia.pl spis.pl

Na pierwszy rzut oka, to taka fajna historia o kolejnym buncie człowieka przeciwko cywilizacji, globalizacji i merkantylizacji. No super sprawa po prostu, facet wali się w łeb
i zaczyna widzieć świat inaczej, kto wie, może i lepiej. Wyprowadza się do lasu, zaprzyjaźnia z łosiem do tego stopnia, ze razem nawet sikają i żyje wolny jak ptak. Jeszcze na dodatek staje się przykładem dla innych, którzy też szukają własnej drogi. Przy tym gość ma świętą rację, że teletubisie to najbardziej irytujące postacie filmowe, a wyścig szczurów i pęd do konsumpcji wpajane nam są od oseska.

I tak jest pierwsza strona medalu.

Druga strona medalu jest albo słabiej, albo mniej chętnie spostrzegana. Mianowicie ta książka jest cholernie antyfeministyczna. Pierwszy symbol-wytrych to zabicie matki małego łosia i spożywanie jej mięsa przez niemal całą książkę. A potem dalej: chorobliwie ambitna żona Dopplera i przykładna nudna córka, nieżyjąca żona jednego z bohaterów, której główną zasługą jest pozostawienie pełnej przetworów piwniczki. Żadna z tych pań nie zasługuje na uwagę, że o uczuciach nie wspomnę. Ale każdy tutaj rozpamiętuje swoją tęsknotę za ojcem, choć tak szczerze mówiąc żaden z tych dawców życia nie był postacią interesującą. Jeden z pasją przez całe życie fotografował toalety, drugi, ledwie osiągnąwszy wiek męski, dał się zabić podczas wojny. Są jednak oni obiektami westchnień i bezwarunkowej miłości. Do tego stopnia, że każdy syn ma potrzebę oddać im hołd, budując totem czy wielką makietę odtwarzającą ostatnią scenę z życia tatki. Mamusie nie mają co liczyć na podobną uwagę. Żony również. Z żonami bowiem rozmawia się tak:

-A tak poza tym , to chciałabym mieć więcej dzieci-mówi moja żona.
-Spokojnie . Możliwe, ze będziemy mieć więcej dzieci, ale mam jeszcze dużo spraw do
załatwienia w lesie. I w tym , i w innych lasach. Zamierzam pozwiedzać trochę świat (...).
-Dokąd się wybieracie?
-od lasu do lasu. Las nas w pewnym sensie wzywa. Wiele się tam dzieje jesteśmy mu po prostu potrzebni. 
Moja żona spogląda na mnie ze zdziwieniem.
-Jest coś, co musimy zrobić – mówię -Coś ważnego.
-możesz wyrażać się bardziej precyzyjnie?
-Nie. Mogę być mniej precyzyjny. Ale nie bardziej. Jedyne co wiem, to to, że musimy ruszać w drogę, bo las nas woła” 
Erlend Foe "Doppler", str.128 

 

Trzeba jednak oddać autorowi sprawiedliwość, że świat męski w końcu okazuje się również zawodny. Panowie zgromadzeni coraz liczniej wokół Naczelnego Buntownika zaczynają gadać, pić i awanturować się, aż ten decyduje się od nich uciec.

 

Nie uważam tej książki za złą, jedynie chce zwrócić uwagę na pewien jej wymiar, który łatwo umyka. Ponieważ jestem feministką, może nie walczącą, ale wytrwałą, nie mogłam się oprzeć, żeby nie powiedzieć o tym, co tak bardzo rzuciło mi się przy czytaniu w oczy. W końcu tyle się mówi, może nie koniecznie u nas, ale bardziej na zachód od naszej granicy, o emancypacji i buncie kobiet, że czasem warto spojrzeć i na bunt męski. Który tutaj polega na zrzuceniu z siebie cywilizacji i powrocie do pierwowzoru, jaki dała nam natura, męskiego łowcy, wolnego jeźdźca, który zamiast zabawiać rodzinę woli zbawiać świat na swój własny, wybrany sposób, a w tym przedsiewzieciu najlepszym partnerem okazuję się łoś...

 Mowa o:

Bez Marii 18. października 2007 19:57:00 wspomnienia o Magdalenie Kossak Komentarze (5)
linkologia.pl spis.pl

Portret córki artysty, Magdaleny Samozwaniec.

 Wojciech Kossak -Portret córki artysty, Magdaleny Samozwaniec.

Kiedy byłam dorastająca panienką, zaczytywałam się „Marią i Magdaleną”, a życie Kossakówien wydawało mi się istna bajką: ten ogród, ta atmosfera, kiecki, znajomi (m.in. Tuwim i Słonimski), te podróże i miłości... Wszystko opisane z lekkością,  humorem, i odrobiną nostalgii. Książka kończy się, kiedy Lilka (Maria Pawlikowska-Jasnorzewska) wyjeżdża z kraju, tuz przed wybuchem 2 wojny światowej. Reszta jest milczeniem. A przynajmniej była, bo ostatnio ukazał się zbiór wspomnień o tej z sióstr, która przetrwała-Magdalenie. „Przetrwanie” to najlepsze chyba określenie na życie, jakie wiodła Magdalena po zakończeniu okupacji.

Jakoś udało jej się przeżyć, a nawet wyjść za mąż i odnosić sukcesy. Ale obrazy ojca musiała upchnąć w blokowym mieszkaniu, pisać bezustannie, a czasem nawet wyprzedawać rodzinne pamiątki. Ci, którzy pod nowym reżimem żyli jako-tako, mogą być, słusznie lub nie, podejrzani o brak „kręgosłupa”, o wyrzeczenie się pewnych zasad  i moralną chwiejność. Tu i ówdzie przewijają się krytyczne głosy wobec Madzi, oskarżenia o „zdradę” własnej klasy , do końca nie poparte faktami. Z całości wyłania się jednak postać, której siły życia pozwoliły przeżyć największą tragedię - utratę wszystkiego co kochała. Lilka zmarła na obczyźnie, w czasie wojny  zmarł też „tatko” Kossak,   Kossakówka przestała być azylem, stała się  miejscem obcym. Kolejny cios to podejrzenie jedynej córki o kolaboracje z Niemcami, co w efekcie zakończyło się zerwaniem kontaktów.

Jednak „trzymała fason”, mimo tęsknoty za tym co odeszło, zdrad męża, sprawiała wrażenie osoby zadowolonej i pewnej siebie, zawsze skorej do żartów. Tylko czasem, rozmawiając w cztery oczy z przyjaciółka, pokazywała inną twarz, osoby która przeszła wiele...Smutek w tej książce jedynie przebłyskuje pomiędzy pogodnymi opisami spotkań literackich i zabawnych przygód Samozwaniec.
Książka jest wydana na wzór starego sztambucha, ma sporo zdjęć i przyżółcony papier. Zaliczyłabym ją do kategorii lektur „przyłóżkowych”- ze względu na krótkie kilkustronicowe rozdzialiki, z których każdy tworzy osobną całość, świetnie nadaje się do czytania przed snem, kiedy szukamy kilku stron tekstu, który łagodnie oderwałby nas od rzeczywistości.

Mowa o:

Psie serce 14. października 2007 22:42:00 Murakami Komentarze (3)
linkologia.pl spis.pl

Wbrew tytułowi nie będzie mowa o powieści Bułhakowa, tylko o następnym Murakamim,  za którego wzięłam się w ramach wakacyjnego głodu czytelniczego. Otworzyłam książkę i już po kilku akapitach miałam przemożną chęć wziąć do ręki ołówek i dosłownie przepisać zamieszczone w niej zdania, tak by drętwy, sztuczny język nabrał nieco wigoru. A jeśli już nie ożywienia, to styl książki na pewno potrzebował uwspółcześnienia. No i sam wątek powieści nie wynagradza nieprzyjemności  przysporzonych przez jej język. Trywialne aluzje do samotnych serc które krążą jak sputniki po niebie, miłość namiętna i oczywiście nieszczęśliwa, brak uczuć który zamienia człowieka w zombie, wszystko to może wywołać u czytelnika jedynie zniecierpliwienie.  

I zaczynam mieć wrażenie, że M. Posiada w swoim umyśle swoistą maszynę losująca, w której kolejno kręcą się: niespełniona miłość, eleganckie ciuchy, niesamowite (i nigdy niewytłumaczone) zjawisko, motyw piosenki pop, chwilowe popadniecie w letarg, emocjonalna impotencja kobiety dojrzałej. Przed rozpoczęciem powieści autor wciska guziczek, i plom, plom, w różnej kolejności wypadają główne elementy powieści. Bo jeśli system się sprawdza, to po co go zmieniać?  

Bez zachwytu: