Archiwum - lutego 2007

Her Majesty i spółka 27. lutego 2007 22:06:00 Anglia i Anglicy Komentarze (0)
linkologia.pl spis.pl

Zaraz, tylko jak się da, pobiegnę do kina oglądać Helen Mirren, królewsko zwycięską (Oscar went to...), i będę cieszyć ucho i oko Brytanią skostniałą od tradycji i mżawki, po której żwawo uganiają się jedynie pieski corgie. Ale żeby się przygotować na rozgryzanie zawiłości polityki i etykiety Albionu, sięgam ponownie po niegdys już przeczytaną książkę, która może służyć za przewodnik po obyczajach dworu i zakamarkach pałacu królewskiego. Nie jest to książka sensacyjna, ale solidna, napakowana faktami i liczbami, pomiędzy którymi skrzy się delikatna anegdotka, tu i ówdzie przewija się subtelny humor angielskiego gentelman’a.  Czy wiedzieliście na przykład, że zaraz po porannym budziku królowa słyszy..dudziarza grającego na kobzie pod jej oknem, a królewską porcelanę po przyjęciach myją ochotnicy z Royal British Legion?

Takich apetycznych szczególików w tej książce jest mnóstwo, na dodatek, jest podzielona tematycznie na rozdziały, tak wiec można sobie przyjemność odpowiednio dawkować i stopniować, w zależności od upodobań. Lektura ta świetnie nadaje się do powolnego sączenia razem z herbatką, przy zasłoniętych deszczem oknach, bo cóż może być bardziej krzepiącego od „ nice cup of tea” i trwałości tradycji?   

Mowa o : "Życie codzienne w Pałacu Buckingham, od Królowej Wiktorii do Elżbiety II" Bertrand Meyer           

Babuszka 19. lutego 2007 21:08:00 Trzynasta Opowieść Komentarze (1)
linkologia.pl spis.pl

Zabawa „babuszką” polega na wyciąganiu coraz mniejszych figurek z wnętrza kolorowych bab, jedna po drugiej, jak zwielokrotnione jajko- niespodzianka. Podobną rozrywkę zafundowała czytelnikowi autorka „trzynastej opowieści”. Zaraz po otwarciu książki znajdujemy historię bibliofilki pracującej w antykwariacie, żyjącej układaniem, segregowaniem i czytaniem książek. Ale parę stron dalej, napotykamy już inne opowiadanie, mówiące o pewnej rodzinnej tragedii. Potem, trzymając ten watek jak nitkę prowadząca do następnej opowieści, trafiamy na historię życia popularnej powieściopisarki. Ale ta z kolei prowadzi nas w inne zawiłości rodzinnej sagi.. i tak dalej. Wszystko zakorzenione jest w kanonach literatury romantyzmu, o czym zresztą świadczy i treść i styl i nachalne wręcz odwoływanie się do Dziwnych Losów Jane Eyre. Żeby nie było zbyt monotonnie, mamy i wątek kryminalny, który pojawia się wyraźnie w momencie gdy tzw podmiot liryczny sięga po przygody Sherlocka Holmesa. W rezultacie mamy wrażenie, ze autorką jest niewydarzone dziecko Conan Doyle’a i Charlotte Bronte.  Córka z takiego związku tworzy prozę pisaną klasycznym, a czasem wręcz archaicznym językiem, w której sensacja podprawiona jest mocną esencją namiętności wielkich i dzikich. Efektem jest  lektura doskonała do zabijania czasu, wręcz idealna na długie i nudne podróże lotnicze, żmudne wyczekiwanie na koniec dnia,  czy monotonię rekonwalescencji po złamaniu nogi, złapaniu grypy, rozciągnięciu ścięgna.   Innych walorów, niż czysto rozrywkowe lektura owa raczej nie posiada, no chyba ze ktoś jest w stanie uznać za odkrywcze stwierdzenie, że „życie jest kompostem” lub, że „uprzejmość to cnota biedaków”. Cóż, pamiętajmy, że zabawa babuszką jest przyjemna, i mniejsze znaczenie ma tu fakt, ze każda z wyciąganych  figurek zawiera jedynie pustkę.   

Mowa o:

Trzynasta opowieść

taka Szkoda 06. lutego 2007 23:14:00 artyści malarze Komentarze (2)
linkologia.pl spis.pl

Ta książka może stanowić dowód, że nie tylko papier robi się z drewna, ale i  nawet tekst, całe zdania i akapity można stworzyć tak, by przypominały tępo ciosane kołki. I szkoda tylko, ze taką techniką pisarską posłużono się opisując życie jednej z najbarwniejszych postaci artystycznych żyjących u progu minionego stulecia. Skandalistka, emigrantka, kochanka, podróżniczka,  malarka, żona i matka, taki koktajl powinien dać mieszankę smakowicie wybuchową. Niestety czy to brak talentu autorki, czy też świadomość, że pisze dla purytańskiego amerykańskiego odbiorcy, coś sprawiło, że lektura wywołuje efekt znudzenia, znużenia i w końcu rezygnacji. Niekończąca się plątanina linii pokrewieństwa i powinowactwa, nikomu nic nie mówiące detale, dywagacje na temat dzieł artystki, których zdjęć nawet nie zamieszczono wśród załączonych ilustracji, z tym musi borykać się czytelnik, pragnący poznać bliżej, tę, podobno kontrowersyjną, artystkę. Nawet najbardziej ekscentryczne etapy jej życia zostają opisane z morderczą dla wszelkiej ekscytacji manierą nobliwej panienki pichcącej doktorat na temat zwyczajów artystów niecywilizowanych. Jako próbka tego swoistego stylu może posłużyć poniższy fragment:

„Chociaż Paryż na początku lat dwudziestych słynął jako miasto bohemy, to zachowanie Tamary przekraczało wszelkie normy. Wydawało się jej, że może mieć wszystko: szacunek, pieniądze, a na boku-zadowolenie seksualne. Przyjechała na Gare du Nord zaledwie przed czterema laty, z talentem malarskim i silna wolą cechującą kobiety w jej rodzinie. Natrafiła na klimat, dzięki któremu w sztuce znalazło się miejsce dla kobiet, czuła też, że i ją wyzwoliła modernistyczna mantra „twórzmy nowe”, która oddziaływała na każdy, trywialny czy głęboki, aspekt życia codziennego.”   

Przyznam, że gdy czytam takie kwiatki, mam wielką chętkę zwrócić się do tłumacza i/lub autora o wykładnię dotyczącą  definicji „trywialnych i głębokich aspektów życia codziennego”.

Muszę jednak stwierdzić, że udało mi się jakoś wyrąbać ścieżki pomiędzy przeróżnymi chwastami językowymi i chaszczami opisów, i dotarłam do kilku faktów i wniosków, które mogę uznać za znaczące. Jak choćby ten, ze pierwsze małżeństwo Tamary, to z miłości, okazało się katastrofą, a drugie, z przyjaźni, trwałym i pełnym wzajemnego zrozumienia związkiem. Czy ten, że jedynie dzięki stałemu poczuciu braku bezpieczeństwa można mieć bezpieczne życie.  Najwazniejszy, to ten, że aby stwierdzic wielkość jej talentu, wystarczy zekrnąć na stworzone przez nią obrazy,  a czytanie biografii okazuje się zbędne.   

Mowa o : "Tamara Łempicka" Laura Claridge