Archiwum - marca 2007

no money no cry 19. marca 2007 22:13:00 Piękne życie bez pieniędzy Komentarze (2)
linkologia.pl spis.pl

Jak na malutką książeczkę dla ludzi chcących wydawać mniej kosztuje całkiem sporo- 29 złotych za 200 stron formatu kieszonkowego. Na dodatek ten, kto szuka przepisów na życie w dostatku bez wydawania grosza, poczuje się srodze zawiedziony. Autor bowiem, zubożały niemiecki hrabia nie podaje przepisów na oszczędną zupę fasolową ani marki najtańszych adidasów w UE. Robi cos znacznie ciekawszego. Przez liczne anegdoty, historie z życia wzięte, uświadamia czytelnikowi, kiedyś banalną prawdę, że niekoniecznie pieniądz jest najwyższą wartością, o jaką może ubiegać się w życiu. Znacznie cenniejsze będzie zachowanie klasy, dobrych manier, poczucia własnej wartości. Czy też posiadanie większej ilości wolnego czasu na spędzanie chwil w ulubiony sposób, którym nie zawsze musi być powiększanie zawartości portfela. I choć trudno współczuć arystokratce, która ma mieszkanie umeblowane meblami z Ikei, to  z fascynacją czytałam o tym jak nie przejmować się brakiem prywatnego basenu i wypadów na Karaiby. W ujmujący, lekki i często zabawny sposób autor przypomina nam ze to nie pliki banknotów mają  zapewnić radość życia, ale umiejętność cieszenia się tym, co już mamy. Że to nie odkrycie? No cóż, może i nie, ale warto czasem przypomnieć sobie sprawy oczywiste. W czym pan Alexander Von Schonburg z wdziękiem czytelnikowi pomaga.

 mowa o :

 

Mag-ik? 12. marca 2007 21:46:00 Murakami Komentarze (0)
linkologia.pl spis.pl

Murakamiego obchodziłam, obwąchiwałam już od dawna, krążąc miedzy regałami empiku, głaszcząc różowiutką okładkę norwegian wood, ukradkiem poczytując akapity. Potem naczytałam się samych pochlebności na jego temat na pewnym forum. I kiedy wreszcie pomarańczowo wzeszły na półkach tomy kolejnej jego książki, złapałam, uiściłam kwotę widoczną na grzbiecie i zatargałam do domu. Pierwszy zawód spotkał mnie właśnie przez zerkanie na tył okładki-kilka zdań wstępu o akcji książki okazało się być skrótem ¾ fabuły! A ja nie cierpię kiedy ktoś opowiada mi film który chcę obejrzeć albo na głos czyta artykuły gazety, którą za chwile wezme do ręki.

W każdym razie, po miesięcznym odleżakowaniu - niestety przez ten czas nie udało mi się zapomnieć wyczytanych wcześniej informacji- zabrałam się za książkę, przeczytałam całkiem szybko, i skończyłam z mieszanymi uczuciami.

Japonia zawsze mnie fascynowała, dla kogoś z naszego kręgu kulturowego to nie inny kraj, ale prawie inna planeta, dlatego z wielką satysfakcją czytałam pieczołowite opisy zjadanych przez bohaterów potraw czy tez noszonych przez nich stroi. Mniej radości sprawiły mi, niejako nawiązujące do samurajskiej tradycji, krwawe jatki pojawiające się, na szczęście co dwieście tron. Pewnej satysfakcji dostarczyły lynchowskie wątki i postaci, takie jak Johny Walker czy   pułkownik Sanders, przypominające serdecznych przyjaciół Laury Palmer, rozgrywające się na granicy jawy i snu sceny erotyczne kojarzące się  z Mulholland Drive.

 Najmniej do mnie trafiała postać głównego bohatera, uciekającego z domu piętnastolatka, którego sentymentalizm być może jest charakterystyczny dla jego wieku i narodowości, ale razi sztucznością i płytkością. Już o wiele ciekawszą postacią był upośledzony staruszek, pan Nakata, chociaż czasami, czytając po raz pięćset siódmy zdanie „Nakata jest głupi” miałam ochotę zacząć gryźć okładkę- na szczęście twardą i odporną na frustracje czytelnika. Jednak jego urocze rozmówki z kotami wynagrodziły mi te męki.  Do lekkiego rozdrażnienia doprowadzały mnie też ambicje autora do nawiązania wątków kulturalno-oświatowych, poprzez informowanie czytelnika np.o tym, że Beethoven był głuchy, a Edyp miał romans z własną matką. Jak widać, zapoczątkowany przez Dana Browna trend, polegający na wklejaniu niemal żywcem w treść książki informacji z wikipedii, zyskał aprobatę innych autorów, którzy może i chcą bawiąc uczyć, ale często zamiast uczyć-nudzą lub okazują jawną niewiarę w inteligencję czytelnika.  

Po odłożeniu książki jakoś nie żałowałam spędzonego nad nią czasu, choć miałam wrażenie ze zostałam lekko nabita w butelkę, a autor zapomniał  nadmienić, że ważnym dla niego pisarzem jest nie tylko Kafka, ale i twórca postaci Kubusia Fatalisty.      

Mowa o:

Kafka nad morzem

trismegistos | maddin | bzqnawca | elaine | bad-girl | Mailing