Archiwum - marca 2008

Hello Mrs. Brown 23. marca 2008 23:46:00 Lessing Doris Komentarze (4)
linkologia.pl spis.pl

 „Będzie mi pani brak, Mrs Brown!
Karmiłaś mnie, prowadziłaś mnie,
Dawałaś mi wszystko, co chciałem,
Ale teraz już jesteś poza nami. I będzie mi ciebie
brak, droga pani Brown.”
„Lato przez zmierzchem” D. Lessing, strona 81 

Panią Brown po raz pierwszy spotkałam lata temu. Miała męża, pana Brown, parkę udanych dzieci: Jane i Toma, oraz psa. Przebywała na stronach mojego podręcznika do języka angielskiego i była daleką krewną naszej pani Kowalskiej. Doris Lessing przedstawiła mi ja w postaci tylko trochę odmienionej. Poznałam kobietę trochę bogatszą, ładniejszą, która zamiast dwójki ma czwórkę dzieci i większy dom oraz ogród. Poza tym jest równie idealna panią domu.

Opowiedzianą o niej historię można bardzo wyraźnie podzielić na trzy części. Pierwsza opisuje pracę Mrs. Brown,  pierwszą od kilkudziesięciu lat, w organizacji „żywność dla świata”. Rodzina wyjeżdża na wakacje, a Pani Brown wyprowadza się z własnego domu i korzysta  z niespodziewanej oferty pracy jako tłumaczka. To, że praca ta przychodzi jej bez żadnego trudu, stanowi raczej mało wiarygodny fakt. Ale nie to jest na tym etapie książki najważniejsze. O wiele istotniejsze są refleksje na temat roli społecznej i zawodowej kobiety. Bowiem okazuje się, że  w pracy Pani Brown sprawdza się świetnie. Głównie dlatego, że pełni tam taka samą rolę, jak w rodzinie: matki- pocieszycielki, kobiety-opoki, słodkiej organizatorki dnia codziennego, zapewniającej zadowolenie i poczucie bezpieczeństwa. Ten motyw będzie przewijał się przez książkę wielokrotnie – kobiety opiekunki, która doskonale sprawdza się w powierzonej jej roli pracownicy sektora usługowego, właśnie ze względu na swoje cechy osobowe, których główną właściwością jest to „ że nie jest w stanie wyłączyć się z roli dostarczyciela niewidocznej manny, pociechy, ciepła zrozumienia”.

Tymczasem jednak w części drugiej książki Kate zaczyna wycofywać się z tej roli. Podczas podróży po Hiszpanii, gdy zaczyna chorować jej kochanek, stara się powstrzymywać od traktowania go jak własnego syna. W końcu opiekę nad nim powierza siostrom zakonnym, a sama ogranicza się do codziennych wizyt. Jednak to, może nie całkiem uświadomione, usiłowanie dokonania zmiany, ma konsekwencje. Kate sam zapada na dziwną chorobę, i musi poddać się opiece innych kobiet, nieodmiennie troskliwych i delikatnych. Podczas długiej niedyspozycji przemianie ulega nie tylko jej ciało, ale i osobowość. Z atrakcyjnej pani domu, zamienia się w wychudłą dziwaczkę, której nie są w  stanie rozpoznać jej dawni sąsiedzi i przyjaciele.

Cześć trzecia, to ostatni etap przemian Kate Brown. Tutaj osiąga wreszcie swoja ostateczną postać. Zamieszkuje w wynajętym pokoju mieszkania, które dzieli z młodą dziewczyną Mureen. Obydwie są na życiowym zakręcie i muszą podjąć decyzje, jak dalej kształtować swój los. Ten rozdział książki sprawia największy zawód. Wątpliwości i rozterki obydwu pań są niejasne i czasem wręcz niezrozumiałe. Żadna z nich nie pracuje, zajmują sie głównie dobieraniem ubrań (Mureen ma istny dar wyszukiwania niezwykłych kreacji, w których wyglada zawsze rewelacyjnie) i prowadzeniem dziwnych, enigmatycznych rozmów, z których niewiele wynika. Każda z nich natomiast popada wręcz w histerię na myśl o tym, że w ich życiu mogłoby nie dojść do małżeństwa. Wygląda na to, ze jako nieżonom zagraża im koniec równie smutny, jak pozbawionej wody foce z cyklicznego snu Kate. Bowiem Pani Brown ma powtarzający się sen, w którym próbuje ocalić poranioną fokę. Wędruje niosąc ja na rękach w poszukiwaniu morza, dzięki któremu zwierzę będzie mogło żyć dalej. W końcu udaje się to. Foka odpływa, Pani Brown wraca do swojej rodziny.  Z postanowieniem , że „wejdzie do swojego domu z włosami nieułożonymi, ściągniętymi do tyłu i związanymi luźno; z włosami  w smugach iż szerokim pasmem siwizny, który zademonstruje wszystkim , jak deklarację swoich zamierzeń”. Mureen obcina włosy i zaczyna podrywać bogatego kolegę, który zagwarantuje jej dostatnie i beztroskie małżeństwo.I na tym koniec książki, opowieści o przemianie i poszukiwaniu siebie. Czy jest to koniec zadowalający? Dla mnie niezupełnie.

Ale po odłożeniu książki pomyślałam sobie , że i tak nie zmarnowałam czasu. Bo Lessing dokonuje wręcz wiwisekcji na „Portrecie kobiety współczesnej”. I dostatecznie często trafia celnie i bezlitośnie. Jak na przykład wtedy, gdy mówi na czym polega jeden z uroków Pani Brown : „zapłaciła za tyle artykułów żywnościowych u tych kochających, życzliwych sklepikarzy, pani Brown, matka czworga konsumentów jedzenia i książek, i artykułów sportowych”.  

Producentka nowych kupujących, opoka ładu społecznego, Pani Brown, która przestaje farbować włosy, bo nigdy wcześniej nie mogła zdecydować samodzielnie o sobie.
Pani Brown - Europejka.

mowa o:

Lato przed zmierzchem

Wielkie nadzieje 18. marca 2008 22:12:00 Pod słońcem Toskanii Komentarze (4)
linkologia.pl spis.pl

Miałam wobec tej książki. Pomyślałam sobie, ze na czas pluchy i niezdecydowanej wiosny pobyt w Toskanii, nawet w formie fikcji literackiej, będzie niezłym sposobem na przeczekanie. Rozsiadałam się w łóżku, wyobrażając sobie że oto mam wygodny leżak  pod drzewem piniowym i udawałam, ze łomot sąsiedzkich hardrocków przypomina odgłosy cykad.  Książka zaczynała się niespiesznie, do formalności zakupu domu w rzeczonej włoskiej prowincji. Cóż, biurokracja zawsze jest męcząca, powiem więcej, czytanie o niej jest równie uciążliwe jak walka z nią.
Kiedy wreszcie bohaterka dotarła do wymarzonego domu, odetchnęłam z ulgą, że wstęp mam już za sobą i teraz się zacznie główna historia. Ale okazało się, że trzeba posprzątać, wygnać skorpiony, nawieźć kamieni. No dobrze myślę sobie, co dalej? Dalej trzeba coś zjeść. Najlepiej pomidory, wspaniała czerwone, pachnące, cieknące, soczyste i lśniące. Potem prysznic, który nie cieknie tylko kapie, bo nie pryska. Westchnęłam. Zajrzałam co dalej- kilka przepisów, parę kolacji, przejażdżka samochodem, złamany paznokieć, orzeszki piniowe i zardzewiałe rury. Wszystko opisane z dokładnością godną naukowego zacięcia autorki (która wykłada na Uniwersytecie  gdzieś tam w Ameryce).
Wiem, że Toskania jest fajna, ciepła i każdemu, kto ma tam chacjendę, należy zazdrościć. Wiem też jednak, że o pobycie w takich regionach Europy można by napisać ciekawiej, zabawniej, z większą werwą i wyobraźnią. Tymczasem zostałam skazana na szczegółowe raporty z poczynań remontowo-budowlanych i kulinarnych. I choć doceniam trudy, jakie musiała ponieść autorka przy przywracaniu świetności starej, toskańskiej wilii, to  danych na temat składu zaprawy do stawiania kamiennego muru czy sposobu bejcowania sufitowych belek nie jestem, niestety, w stanie uznać za literaturę wartą mojego czasu. Też mi, Pani kochana, remont w domu robili, bałagan i kurz był i brud spory. Ale to nie wystarczy na książkę.  Przynajmniej moim zdaniem

Mowa o:

 

Zamknij okno
Park jurajski 16. marca 2008 22:17:00 Margaret Atwood Komentarze (2)
linkologia.pl spis.pl

Jaki może być związek pomiędzy wymarłymi dinozaurami a małżeństwem z wieloletnim stażem? Jedna z bohaterek książki, Lesje omiata pędzelkiem kości  i skamieliny, rozmyślając nad minionym światem, po którym beztrosko biegały wymarłe już gatunki. Elizabeth przegląda swoje życie, bierze pod lupę poszczególne wydarzenia, analizuje swoją przeszłość. Żadna z nich nie jest w stanie zdefiniować przyczyny przemijania. Dlaczego znikły dinozaury, dlaczego znikły uczucia w związku z Elizabeth z Nate’em? Jakie zjawiska należałoby za to winić? Czy w ogóle jest tu jakaś wina, czy wydarzenia i katastrofy miałyby inny kształt, gdyby wprawić je w ruch raz jeszcze? Żadna z nich nie jest w stanie odpowiedzieć na te pytania. Pozostaje smutek, wynikający ze zgody na nieuniknione. Zresztą nic innego nie można tu zrobić, tylko poddać się biegowi wydarzeń. Przynajmniej na tym etapie  życia, na którym znajduje się każde z nich.

Mamy obrazy, urywki myśli i wspomnień trzech bohaterów, udziałowców coraz mocniej kształtującego się trójkąta. Trzy punkty widzenia i odniesienia. Możemy zajrzeć do umysłu każdego z nich, ale tylko fragmentarycznie, jakby od czasu do czasu ktoś uchylał nam jedną z trzech par drzwi, przez które obserwujemy naszych bohaterów. Dowiadujemy się nie tylko sporo o nich samych, ale i w miarę czytania zaczynamy się orientować, ze w tym układzie nie ma wygranych i przegranych. Nawet gdy na pierwszy rzut oka, wydawałoby się że ktoś musi zapłacić większą cenę, okazuje się , że sprawa nie jest prostsza dla żadnego z uczestników tej historii.    

 To nie jest książka, do czytania dla zabicia czasu. Ani dla rozrywki. Ta książka pozostawia pewien dyskomfort, uczucia zmęczenia, spowodowane przez bezcelowość wysiłków jej bohaterów. Ta książka pokazuje, że nikt nie jest szczęśliwy. I że każdy potrafi z tym żyć. 

Mowa o:

Życie przed mężczyzną

nieobliczalny 06. marca 2008 21:30:00 Vladimir Nabokov Komentarze (10)
linkologia.pl spis.pl

 

 

 

 

Płaszcz: Sisley, Koraliki: Top Secret, Książka: Vladimir Nabokov "Smiech w Ciemności", wyd Iskry, Miejska Biblioteka Publiczna

 

 

Do tej pory Nabokova znałam głownie z „widzenia”, bo kiedyś zauroczyła mnie adaptacja Lolity z udziałem Jeremiego Ironsa i Melanie Griffis. Miałam świadomość że Vladimir „wielkim pisarzem był”, ale jakoś nie zabierałam się do czytania. Wreszcie całkiem niedawno sięgnęłam po jego skromniejszą, pod względem sławy i objętości książkę. Jest to opowieść o zamożnym mieszczuchu, który nagle doświadcza wielkiej namiętności do córki dozorczyni, małej bileterki w lichym kinie. Choć trochę starsza od Lolity, Margot, posiada tę samą umiejętność intrygowania mężczyzn. Przy czym autor już na samym początku pozbawia nas złudzeń, ze mamy doczynienia z wyrafinowaną femme fatale- Margot to prosta i niezbyt inteligentna dziewczyna, w życiu interesuję ja głownie zdobycie forsy i kilku futer. W niczym nie przypomina subtelnej żony  bohatera książki, Albinusa. Jednak ten traci dla niej głowę do tego stopnia, ze rezygnuje dla niej z całego dotychczasowego życia, porzuca żonę i dziecko. Jego totalne zaślepienie w pewnym momencie książki z metafory staje się rzeczywistym kalectwem. Choć całość ociera się o moralitet, to jednocześnie książka stanowi doskonałe studium męskich namiętności. Do tego stopnia, ze miałam ochotę podsunąć ją znajomej, która nie rozumie jak on mógł, po 10 latach małżeństwa... Ależ, przeczytaj, właśnie tak, moja miła, to się dzieje, właśnie, tak...

Poniżej: troche zmodernizowana wersja prezentacji ;)

sposób na klimakterium ( i nie tylko) 03. marca 2008 22:10:00 Hot Flash Club Komentarze (3)
linkologia.pl spis.pl

Ostatnio doświadczyłam dni, a nawet tygodni, kiedy moje myśli schowały się głęboko, gdzieś w okolice stawów kolanowych, i kotłowały się tam przy akompaniamencie ostrego bólu. W oczach zamieszkały mi pajączki z gorączki (małe, ale piekące), nie mówiąc o nosie, zamienionym w samonawadniające perpetum mobile. Tak, to była uczciwa grypa, nie żadne tam przeziębienie czy zakatarzenie. Należało się zaopatrzyć w polopiryny, poduszki, herbatki i ... cierpliwość, bo jak wiadomo, tego się nie leczy, tylko przeczekuje. No a we wszystkich przeczekaniach nieodłącznym towarzyszem człowieka jest książka. Parę dni wcześniej znajoma zostawiła mi typowe babskie czytadło, i, szybko stwierdziłam, ze będzie to lektura w sam raz dla kogoś w moim stanie półświadomości. Była to historia czterech pań w wieku więcej niż dojrzałym (najmłodsza ma 52 lata), które cudownym zbiegiem okoliczności zaprzyjaźniają się  i wspólnymi siłami próbują przetrwać czas menopauzy. Okazuje się, że radzą sobie świetnie, decydują się na zmiany w swoim życiu, na które przez wszystkie lata atrakcyjności nie miały odwagi bądź ochoty. Jest tak, jakby nie tylko ich ciała zwiększały objętość, ale i ich osobowość, w  wyniku czego muszą przepotwarzyć się również mentalnie w inną osobę.  Bez obaw, nie ma tu dogłębnej analizy stanów psychicznych w okresie przekwitania, za to jest pełen asortyment dolegliwości fizycznych. Dzięki swojej kondycji mogłam jak nikt współodczuwać z moimi bohaterkami uderzenia gorąca (przy 39 stopniach robi się człowiekowi dosyć ciepło). Bóle artretyczne ( łamanie w kościach), czy częste wizyty w toalecie (herbatka za herbatką....) Tyle, że ja leżałam plackiem, a one działały, podrywały facetów, rzucały mężów, ratowały życie innym, kupowały ciuchy i ganiały do kawiarni. W sumie były niezłym towarzystwem, chociaż nawet w lekkiej malignie nie jestem w stanie uwierzyć, że kilka nowych  łaszków i dobra szminka zamienią Cię w kobietę sukcesu, której życie stanie się jednym pasmem rozkoszy ziemskich. Z drugiej strony, bajka, nawet taka dla dorosłych,  to też książka, prawda?     

mowa o:

radiopestka | projektdomu | kormotrin | pefioricet | szara-codziennosc | Mailing