Kategoria: Michele Lesbre

Michele Lesbre w Krakowie 20. listopada 2008 22:49:00 Michele Lesbre Komentarze (2)
linkologia.pl spis.pl

Michele Lesbre na Targach Książki w Krakowie, 25.10.2008

Michele Lesbre przyszła na spotkanie w Krakowie oczekiwana przez całkiem spory tłumek wielbicieli. Szczupła, zwiewna, o bardzo jasnej cerze, trochę znużona. Zupełnie nie pasowała do tej obskurnej sali , plastikowych ścian, strzelających paneli, bardziej pasowałby dla niej nastrój przydymionej kafejki, jakiś półmrok z oklepaną, ale zawsze nastrojową świeczką. Na szczęście słowa Michele zastąpiły te braki z nawiązką, piękny francuski delikatnie rozwiewał się w powietrzu, Michele snuła opowieść o swojej książce, o kobietach w niej opisanych, o podróży koleją transsyberyjską. I tutaj wyobraźnia spłatała mi figla, nie mogłam sobie przedstawić tej eleganckiej pani wciśniętej miedzy samowar a babuszkę, tkwiącej przez szereg dni w zaduchu staroświeckiego wagoniku. Pluszowa sofa jak najbardziej, z wytartymi złoceniami, i na niej dwie filigranowe kobiety, tak, to do tej Michele, jaką widziałam bardziej wydawało mi się podobne. Ale Michele twierdziła, że punktem stycznym z rzeczywistością opowiadaną historią jest właśnie ta podróż pociągiem. Nie udało nam się jej wyciągnąć na dalsze zwierzenia, na opowiedzenie czegoś więcej o swoim życiu. Michele skryła się za swoją książką i tylko ją pozwoliła nam się zająć. Pozostało wiec patrzeć na oczy Michele, na melancholię lekko opuszczonych powiek, i domyślać się tego, co nie zostało opowiedziane.

I powiem tylko, że na drugi dzień, nie mogłam się powstrzymać od kupna czerwonych aksamitnych poduch. Zakryłam nimi kawałek własnej sofy, tej, na której czytuję.

 

 

łagodność purpury 04. listopada 2008 23:05:00 Michele Lesbre Komentarze (8)
linkologia.pl spis.pl

„Słodka melancholia, której bronię, nie jest nigdy smutna, jest tylko inną formą przyjemności”

Michele Lesbre „Czerwona Sofa”

 

W tej porze fioletowych zmierzchów, miękkich od mgieł, ma się ochotę sięgnąć po coś pluszowego. Aksamitna poduszka, albo obita welurem sofa. W kolorze czerwonego wina, lekko wytarta na krawędziach, kołysząca się w rytm wspomnień i westchnień. Na niej widać delikatny zarys postaci starszej pani, która kiwa głową w takt toczących się słów, turkoczących kół pociągu. A za oknami pola, coraz większy chłód, i nitka kolei transsyberyjskiej, której śladami ruszamy. Mgłę powoli zastępuje ciepło samowara, opary znad filiżanki herbaty, a słowa zgrabnie zwijają się w zdania jak ogon wokół śpiącego kota. I powoli zanurzamy się w podróż, nie tylko tą realną ale i mentalną, suniemy niespiesznie przez krajobrazy opowieści z przeszłości. Migają nam przed oczami postaci kobiet, odważnych i niezwykłych. Czujemy się ukołysani, ale nie uśpieni, zastanawiamy się jak to możliwe, żeby smutek pożegnań nabierał takiej urody na stronach tej niedużej książki.

 Żałuję tylko, że biała okładka tej książki może zniszczyć się tak bardzo od noszenia w torebce, ciągłego brania do rak, żeby przejrzeć kilka zdań.  Ich przeczytanie zastępuje zaczerpnięcie powietrza i sprawia, że jesień robi się bardziej przeźroczysta.

Bo jest to książka idealna na ławkę w parku. Na podróż osobowym lub pośpiesznym. Na wieczorne ogrzewanie rak przy ciepłym kubku. Na cieszenie się prostotą piękna. Na przeczuwanie przemijania. 

mowa o: