Kategoria: Virginia Woolf

Co każda kobieta wiedzieć powinna 22. września 2008 21:23:00 Virginia Woolf Komentarze (13)
linkologia.pl spis.pl

 

Poszukując antidotum na przedawkowanie testosteronu prozą Bukowskiego, bez wahania rozglądnęłam się za Virginią Woolf. Szybko dołączyłam do niej, spacerującej niewygodną żwirową ścieżką po Uniwersyteckim skwerze. Skrzyp bucików na drobnych kamyczkach został szybko zagłuszony, mądrą, rozsądną i błyskotliwą dysputą na temat roli kobiety w sztuce, a właściwie na jej brak na przestrzeni dziejów.

Virginia przywołuje cały szereg kobiet, które powoli wyłaniają się z mroków historii. Obraz który w ten sposób się tworzy, to portret najdłuższego w dziejach ludzkości niewolnictwa, portret o rozmiarach ogromnych, bo mieszczący w swych ramach ponad połowę rasy ludzkiej. Warto się z nim zapoznać, warto choćby po to, by nie krzywić się z pogardą na słowo „feminizm”, czy „równouprawnienie”. Żeby dostatecznie docenić to, czego dokonała Jane Austen, niezamężne dziwadło, które pokątnie skrobało cos w rogu salonu i chyłkiem chowało papierzyska na widok wchodzących do pokoju gości. Pokoju był bowiem pomieszczeniem wspólnym, w którym bawiło się, dyskutowało, dreptało mnóstwo osób, nie zawracając sobie przy tym głowy, że przeszkadza gryzmolącej coś na boku pannicy.

Na szczęście tworząc swój esej Virginia mogła już korzystać z przywilejów równouprawnienia, mogła zacząć przewidywać, jaki będzie miało skutek wejście kobiety do świata sztuki, mogła już całkiem realnie się zastanawiać, jak potoczą się dalsze losy pisarek i ich dzieł. Choć zgoniona z trawników szacownej uczelni („tylko profesorom i asystentom wolno chodzić po trawniku), mogła zajrzeć do znaczeni uboższej jej wersji, ale za to dostępnej dla kobiet. I mimo braku formalnego wykształcenia, braku całego dziedzictwa dobrze wykarmionego przez wieki umysłu, umiała niezwykle trafnie ocenić i przewidzieć to, cos tanie się z literaturą w momencie zrównania startu obu płci:  

V. Woolf "Własny pokój. Trzy gwinee." str.124.

raport z pewnego czytania 14. sierpnia 2007 22:47:00 Virginia Woolf Komentarze (14)
linkologia.pl spis.pl

Wypadałoby nieco uaktualnić stan zaczytania, własny rozrachunek bardziej dla złudy porządku niz jakiejś rzeczywistej konieczności. Virignia lezy niedoczytana. Brak wartkiej akcji nagradza tam co prawda zgryzliwośc autorki, ale  całośc przyprawia o staroswieckie uczucie melancholii. Czytajac opisy Virginii w pewnym momnecie zaczynam zdawac sobie sprawe, ze otoczajacy ludzie byli dla niej swoista menażerią, ze tylko dwie , trzy soby postrzegała jak należacych do tego samego gatunku. Jednocześnie odziera mity z wielkich sławnych, piszać ze joyce jest "Nudny, egocentryczny i pewny siebie" lub przedstawiajac Eliota jako zbyt blakłego dewotę.  W skrócie brzmi to jak kolumna plotkarska sprzed wieku, rozpostarte na 800 stronach staje się nużace.

 

  

Ginia 11. maja 2007 00:32:00 Virginia Woolf Komentarze (15)
linkologia.pl spis.pl

Hołdując swojej filologicznej przeszłości zakupiłam dzienniki Virignii Woolf. Książka opasła i różowa, nie pasuje do smukłej wielkookiej Virginii w ogóle. Na szczęście kartki są zszywane, zawsze o udrękę przyprawiają mnie książki klejone, jako znana szałaputa często zostawiam je otwarte grzbietem do góry, czego efektem są sypiące się kartki i straty w tekście. 

Tym razem wyjątkowo szybko zabrałam się za zakupioną nowość, leżakowała zaledwie tydzień. Ale po pierwszych trzech latach musiałam zrobić przerwę dla złapania tchu. Jak umęczone przyjęciami dziecko miałam ochotę moja autorkę złapać za rękaw i płakać, że nie chce na następną herbatkę czy  przyjęcie. Bo Virginia goni z jednego spotkania na drugie, wydaje mi się że po kartkach tylko miga róg jej zakurzonej sukni, kiedy wpada do kolejnego lokalu czy domu, żeby zamienić kilka słów z tym czy innym znajomym. Owszem, gdzieniegdzie można odszukać jakąś refleksje, trafne lub złośliwe spostrzeżenie, tylko że zawsze jest to „pomiędzy”. Zastanawiam się, czy ten efekt to wynik poczynionych skrótów, które upodobniły zapiski Virginii do blogowych notek? Oryginalnie dzienniki to 5 obszernych tomów, tymczasem tutaj mamy wszystko stłoczone na 700 stronach, a opis jednego dnia zajmuje średnio 20-30 linijek tekstu. Z drugiej strony  5 tomów to perspektywa, która niewielu czytelników mogłaby skusić. Jednak głęboko zakorzeniona awersja do cenzury  budzi we mnie podejrzenie, że pozbawiono mnie czegoś, że zadecydowano za mnie co będzie odpowiedniejsze, że być może w tych niezamieszczonych fragmentach mieści się cała prawda, gdy tymczasem tu serwuje się tylko przypadkowe okrawki...

mowa o:

Chwile wolności Dziennik 1915-1941

 

radiopestka | projektdomu | kormotrin | pefioricet | szara-codziennosc | Mailing