Kategoria: wspomnienia o Magdalenie Kossak

Bez Marii 18. października 2007 19:57:00 wspomnienia o Magdalenie Kossak Komentarze (5)
linkologia.pl spis.pl

Portret córki artysty, Magdaleny Samozwaniec.

 Wojciech Kossak -Portret córki artysty, Magdaleny Samozwaniec.

Kiedy byłam dorastająca panienką, zaczytywałam się „Marią i Magdaleną”, a życie Kossakówien wydawało mi się istna bajką: ten ogród, ta atmosfera, kiecki, znajomi (m.in. Tuwim i Słonimski), te podróże i miłości... Wszystko opisane z lekkością,  humorem, i odrobiną nostalgii. Książka kończy się, kiedy Lilka (Maria Pawlikowska-Jasnorzewska) wyjeżdża z kraju, tuz przed wybuchem 2 wojny światowej. Reszta jest milczeniem. A przynajmniej była, bo ostatnio ukazał się zbiór wspomnień o tej z sióstr, która przetrwała-Magdalenie. „Przetrwanie” to najlepsze chyba określenie na życie, jakie wiodła Magdalena po zakończeniu okupacji.

Jakoś udało jej się przeżyć, a nawet wyjść za mąż i odnosić sukcesy. Ale obrazy ojca musiała upchnąć w blokowym mieszkaniu, pisać bezustannie, a czasem nawet wyprzedawać rodzinne pamiątki. Ci, którzy pod nowym reżimem żyli jako-tako, mogą być, słusznie lub nie, podejrzani o brak „kręgosłupa”, o wyrzeczenie się pewnych zasad  i moralną chwiejność. Tu i ówdzie przewijają się krytyczne głosy wobec Madzi, oskarżenia o „zdradę” własnej klasy , do końca nie poparte faktami. Z całości wyłania się jednak postać, której siły życia pozwoliły przeżyć największą tragedię - utratę wszystkiego co kochała. Lilka zmarła na obczyźnie, w czasie wojny  zmarł też „tatko” Kossak,   Kossakówka przestała być azylem, stała się  miejscem obcym. Kolejny cios to podejrzenie jedynej córki o kolaboracje z Niemcami, co w efekcie zakończyło się zerwaniem kontaktów.

Jednak „trzymała fason”, mimo tęsknoty za tym co odeszło, zdrad męża, sprawiała wrażenie osoby zadowolonej i pewnej siebie, zawsze skorej do żartów. Tylko czasem, rozmawiając w cztery oczy z przyjaciółka, pokazywała inną twarz, osoby która przeszła wiele...Smutek w tej książce jedynie przebłyskuje pomiędzy pogodnymi opisami spotkań literackich i zabawnych przygód Samozwaniec.
Książka jest wydana na wzór starego sztambucha, ma sporo zdjęć i przyżółcony papier. Zaliczyłabym ją do kategorii lektur „przyłóżkowych”- ze względu na krótkie kilkustronicowe rozdzialiki, z których każdy tworzy osobną całość, świetnie nadaje się do czytania przed snem, kiedy szukamy kilku stron tekstu, który łagodnie oderwałby nas od rzeczywistości.

Mowa o:

trismegistos | maddin | bzqnawca | elaine | bad-girl | Mailing