Ostatnie Wpisy

Babuszka 19. lutego 2007 21:08:00 Trzynasta Opowieść Komentarze (1)
linkologia.pl spis.pl

Zabawa „babuszką” polega na wyciąganiu coraz mniejszych figurek z wnętrza kolorowych bab, jedna po drugiej, jak zwielokrotnione jajko- niespodzianka. Podobną rozrywkę zafundowała czytelnikowi autorka „trzynastej opowieści”. Zaraz po otwarciu książki znajdujemy historię bibliofilki pracującej w antykwariacie, żyjącej układaniem, segregowaniem i czytaniem książek. Ale parę stron dalej, napotykamy już inne opowiadanie, mówiące o pewnej rodzinnej tragedii. Potem, trzymając ten watek jak nitkę prowadząca do następnej opowieści, trafiamy na historię życia popularnej powieściopisarki. Ale ta z kolei prowadzi nas w inne zawiłości rodzinnej sagi.. i tak dalej. Wszystko zakorzenione jest w kanonach literatury romantyzmu, o czym zresztą świadczy i treść i styl i nachalne wręcz odwoływanie się do Dziwnych Losów Jane Eyre. Żeby nie było zbyt monotonnie, mamy i wątek kryminalny, który pojawia się wyraźnie w momencie gdy tzw podmiot liryczny sięga po przygody Sherlocka Holmesa. W rezultacie mamy wrażenie, ze autorką jest niewydarzone dziecko Conan Doyle’a i Charlotte Bronte.  Córka z takiego związku tworzy prozę pisaną klasycznym, a czasem wręcz archaicznym językiem, w której sensacja podprawiona jest mocną esencją namiętności wielkich i dzikich. Efektem jest  lektura doskonała do zabijania czasu, wręcz idealna na długie i nudne podróże lotnicze, żmudne wyczekiwanie na koniec dnia,  czy monotonię rekonwalescencji po złamaniu nogi, złapaniu grypy, rozciągnięciu ścięgna.   Innych walorów, niż czysto rozrywkowe lektura owa raczej nie posiada, no chyba ze ktoś jest w stanie uznać za odkrywcze stwierdzenie, że „życie jest kompostem” lub, że „uprzejmość to cnota biedaków”. Cóż, pamiętajmy, że zabawa babuszką jest przyjemna, i mniejsze znaczenie ma tu fakt, ze każda z wyciąganych  figurek zawiera jedynie pustkę.   

Mowa o:

Trzynasta opowieść

taka Szkoda 06. lutego 2007 23:14:00 artyści malarze Komentarze (2)
linkologia.pl spis.pl

Ta książka może stanowić dowód, że nie tylko papier robi się z drewna, ale i  nawet tekst, całe zdania i akapity można stworzyć tak, by przypominały tępo ciosane kołki. I szkoda tylko, ze taką techniką pisarską posłużono się opisując życie jednej z najbarwniejszych postaci artystycznych żyjących u progu minionego stulecia. Skandalistka, emigrantka, kochanka, podróżniczka,  malarka, żona i matka, taki koktajl powinien dać mieszankę smakowicie wybuchową. Niestety czy to brak talentu autorki, czy też świadomość, że pisze dla purytańskiego amerykańskiego odbiorcy, coś sprawiło, że lektura wywołuje efekt znudzenia, znużenia i w końcu rezygnacji. Niekończąca się plątanina linii pokrewieństwa i powinowactwa, nikomu nic nie mówiące detale, dywagacje na temat dzieł artystki, których zdjęć nawet nie zamieszczono wśród załączonych ilustracji, z tym musi borykać się czytelnik, pragnący poznać bliżej, tę, podobno kontrowersyjną, artystkę. Nawet najbardziej ekscentryczne etapy jej życia zostają opisane z morderczą dla wszelkiej ekscytacji manierą nobliwej panienki pichcącej doktorat na temat zwyczajów artystów niecywilizowanych. Jako próbka tego swoistego stylu może posłużyć poniższy fragment:

„Chociaż Paryż na początku lat dwudziestych słynął jako miasto bohemy, to zachowanie Tamary przekraczało wszelkie normy. Wydawało się jej, że może mieć wszystko: szacunek, pieniądze, a na boku-zadowolenie seksualne. Przyjechała na Gare du Nord zaledwie przed czterema laty, z talentem malarskim i silna wolą cechującą kobiety w jej rodzinie. Natrafiła na klimat, dzięki któremu w sztuce znalazło się miejsce dla kobiet, czuła też, że i ją wyzwoliła modernistyczna mantra „twórzmy nowe”, która oddziaływała na każdy, trywialny czy głęboki, aspekt życia codziennego.”   

Przyznam, że gdy czytam takie kwiatki, mam wielką chętkę zwrócić się do tłumacza i/lub autora o wykładnię dotyczącą  definicji „trywialnych i głębokich aspektów życia codziennego”.

Muszę jednak stwierdzić, że udało mi się jakoś wyrąbać ścieżki pomiędzy przeróżnymi chwastami językowymi i chaszczami opisów, i dotarłam do kilku faktów i wniosków, które mogę uznać za znaczące. Jak choćby ten, ze pierwsze małżeństwo Tamary, to z miłości, okazało się katastrofą, a drugie, z przyjaźni, trwałym i pełnym wzajemnego zrozumienia związkiem. Czy ten, że jedynie dzięki stałemu poczuciu braku bezpieczeństwa można mieć bezpieczne życie.  Najwazniejszy, to ten, że aby stwierdzic wielkość jej talentu, wystarczy zekrnąć na stworzone przez nią obrazy,  a czytanie biografii okazuje się zbędne.   

Mowa o : "Tamara Łempicka" Laura Claridge

 

cookies 31. stycznia 2007 22:49:00 Delicje Ciotki Dee Komentarze (1)
linkologia.pl spis.pl

Amerykańskie ciasteczka mają intrygujące nazwy, wyszukany wygląd, a po ugryzieniu zaskakują lepkim smakiem zakalca. O tym i innych fenomenach amerykańskiej kultury niejeden z nas ma okazję przekonać się  na własnej skórze. Tak jak Teresa Hołówka, która spędziła w tym kraju ponad dwa lata, nie tylko pracując naukowo, ale i obserwując uważnie otoczenie, jak i swoje reakcje na nie. Efektem tych swoistych badań własnych jest szczegółowy obraz szoku kulturowego, jaki przechodzi przebywający do Nowego Świata obywatel starego, na dodatek socjalistycznego kraju. Powody do stresu mnożą się w zaskakującym tempie, poczynając od kłopotów z odmiennym systemem wodno- kanalizacyjnym, w którym muszle klozetowe napełniają się po spuszczeniu wody po brzegi, a uruchomienie prysznica staje się skomplikowanym manewrem hydraulicznym.

Potem robi się jeszcze dziwniej-trzeba przebrnąć przez zawiłości small talku na spotkaniach towarzyskich, oduczyć się rumienić i odrabiać z dziećmi specyficzne zadania domowe. Na dodatek nie ma dokąd pójść na relaksujący spacer. Nawet pomilczeć wśród ludzi się nie da, bo okazuje się, ze Amerykanie boja się ciszy panicznie i unikają jej na każdy możliwy sposób, choćby przez oplatanie w kółko tych samych historii, banalnych do bólu zaciskanych dla uniknięcia ziewania szczęk.

Ponieważ autorka jest z wykształcenia socjologiem, udaje się jej spostrzec zacznie więcej i ostrzej niż przeciętnemu Polaczkowi na obczyźnie. Jednak pisze bardziej gawędziarsko niż naukowo, nie żałując ironii i szpil wtykanych w obszerne zady mieszkańców Midwestu. Wszystko jednak z taktem i umiarem nie uwłaczającym dobremu smakowi.

 Lektura obowiązkowa dla wszystkich wybierających się za Wielka Wodę. Dla pozostałych rozrywkowa. 

Mowa o: "Delicje ciotki Dee" Teresy Hołówka 

babciowo 22. stycznia 2007 20:26:00 Komentarze (0)
linkologia.pl spis.pl

Całe życie uwielbiałam historie o staruszkach, od „Babci na jabłoni”, przeczytanej w wieku lat 7 poczynając. Dlatego z rozkoszą wzięłam się za tę książkę, skonstruowaną jako wspomnienia dwóch zwariowanych staruszek, które mają za sobą burzliwe życie artystek z dziwnego domu. Czy to sklerotyczne zmiany w tych wspomnieniach czy też urok lat minionych, coś sprawia, że opowieść często bardziej przypomina niesamowitą baśń niż biografie osoby w podeszłym wieku lat 75. Na dodatek cała historia opowiedziana jest brawurowo żywym i barwnym językiem, a akcja toczy się tak wartko, ze czasem ciężko złapać oddech. No i zakończenie...powiem tylko, że równie dziwne jak cała reszta, ale na pewno dające dużą dawkę optymizmu... No zupełnie jak i cała reszta;)

Mowa o:

w zachodniej Camonii 20. stycznia 2007 22:23:00 Walter Moers Komentarze (0)
linkologia.pl spis.pl

Do smoków jesteśmy zrażani przez bajki i legendy czytane w dzieciństwie. Przedstawia się je tam jako głupie i niezgrabne gady o żarłocznej i gwałtownej naturze, ze szczególnym apetytem na dziewice. Tymczasem okazuje się, ze są to inteligentne i pracowite stworzenia, głęboko zainteresowane literatura, chętne do pogawędek i konsumujące z przyjemnością pajdy chleba z miodem (żadne dziewice im przez myśl nie przebiegają, nie mówiąc o przewodzie pokarmowym). A skąd to wszystko wiem? A stad, ze właśnie przeczytałam książkę napisaną przez smokaJ.  I to dobrze napisaną! Oczywiście, z uwagi na wiek i charakter autora, przypomina ona co nieco epos rycerski, gdyż waśnie i szczek oręża występują tam gęsto. Jednak główne miejsce w tej historii zajmują książki w najdziwniejszych postaciach, od Śniących Ksiąg, prze Żywe Księgi  po Książki Niebezpieczne. Książki to także jedyne piękne stworzenia w tym świecie zamieszkałym przez galaretowatych mgławców, paskudne przeżnice i tłuste robakiny. Nic więc dziwnego, że książki są tam głównym przedmiotem pożądania, a ich posiadanie, czytanie i tworzenie stanowi podstawę bytu całego wielkiego miasta. Historia tego niesamowitego miejsca nadaje się do czytania jednym tchem i przy dużej ilości wolnego czasu. Szybka akcja, przedziwne stwory i ich zwyczaje, wątek prawie kryminalny, a w przerwach niezwykłe opowieści i praktyczne nauki dla początkującego gada-literata. Tylko jednego w tej – niebezpiecznej-książce brak: ostrzeżenia, ze jak się po nią sięgnie, połknie czytelnika tak doszczętnie, że nie będzie mógł wrócić do codzienności dopóki nie dotrze do ostatniej strony. A kiedy do niej dojdzie, westchnie ze smutkiem, że stało się to tak szybko.

(I tylko na koniec zdradzę w sekrecie, że po zamknięciu książki popatrzyłam pod łóżko i z pewnym zawodem stwierdziłam,że to, co wzięłam za małego zaczytanego buchlinga, świecącego z przejęciem swoim cyklopim okiem, jest tylko pomiętą chusteczkę higieniczną...  ) 

Właśnie przeczytałam: "Miasto Śniących Książek" Waltera Moers.  

Kalendarz

pn wt sr cz pt so nd
2627282930311
2345678
9101112131415
16171819202122
2324252627281

Ksiega gości

Księga gości

the-forest-blog | majakoter | nikitta | po-co | warszawa-biuro-rachunkowe | Mailing