Ostatnie Wpisy

Życzenia 24. grudnia 2008 15:36:00 Komentarze (3)
linkologia.pl spis.pl

Świeciła gwiazda na niebie
srebrna i staroświecka.
Świeciła wigilijnie,
każdy ją zna od dziecka.

Zwisały z niej z wysoka
długie, błyszczące promienie,
a każdy promień – to było
jedno świąteczne życzenie.

I przyszli – nie magowie
już trochę podstarzali –
lecz wiejscy kolędnicy,
zwyczajni chłopcy mali.

Chwycili w garść promienie,
trzymają z całej siły.
I teraz w tym rzecz cała,
by się życzenia spełniły.
Leopold Staff


 

Życzę, by udało Wam się połapać jak najwięcej tych cudownych promieni Wigilijnej Gwiazdy. Tak, by Jej niosący radość i miłość blask towarzyszył Wam nie tylko na Święta, ale i przez cały Następny Rok.

Kod van Eyck'a 20. grudnia 2008 22:13:00 Komentarze (13)
linkologia.pl spis.pl

 Jan van Eyck " Małżeństwo Arnolfinich"

Mężczyzna na obrazie to Arnolfini, którego nazwisko w wersji francuskiej brzmi Arnoul le Fin, czyli Arnoul Przebiegły. Jest on kupcem, tłumaczem i handlarzem sukien, na co wskazuje jego luźna , mocno pofałdowana i elegancka szata; van Eyck przedstawił go jednak w taki sposób, ze nie można wykluczyć, iż jest to w istocie autoportret artysty.

-Więcej symbolicznych znaczeń kryje zielona suknia kobiety. Spójrzcie na obszyty futrem otwór jej niezwykle szerokiego rękawa, którego łuk zdobią pasemka tkaniny przyciętej w kształt krzyży maltańskich, przypominających czterolistną koniczynę.

„Irlandzka Herbatka” Ciaran Carson

 

Ten obraz przypomina mi czasy, gdy zasmarkanym dzieckiem będąc, siedziałam otulona w kołdrę i schrypłym głosem odmawiałam wypicia kolejnego mleka  z miodem. Kiedy miałam dosyć nawet czytania, była jeszcze jedna rozrywka, która niosła mi pociechę w grypowym rozmamłaniu: oglądanie albumów z malarstwem. Słodkie madonny z tłuściutkimi dzidziusiami łapczywie sięgającymi po kiść winogron, eleganckie damy w bogatych sukniach i lśniącej biżuterii (wśród nich była i Dziewczyna z perłą), dzieci bawiące się z pieskiem, panny służące w biegu rozchlapujące zawartość dzbanów, wszystko to pozwalało na ucieczkę od nudnej rzeczywistości w świat innych barw i wydarzeń. Przyznaję, że wówczas Państwo Arnolifni nie budzili mojego zachwytu. On wymoczkowaty, ona z buzią niebrzydką, ale dlaczego taka gruba? Sukienkę miała fajną, to fakt.

Już sam spis treści tej książki przywołał mi w pamięci tamte czasy. Jak to wspaniale brzmi: zieleń paryska, lapis lazuli, błękit Gallahera! Ale na palecie autora znajdują się nie tylko kolory, jest tu jeszcze listki ziół, światło padające przez szybki gotyckiej budowli, trochę filozofii i kropelka poezji. Dla mnie największym zaskoczeniem była nie tyle poplątana akcja książki, co mój zachwyt. Przecież do przeglądania albumów kazałam sobie włączać te piosenkę:          

Przy kościołku,
Mój aniołku,
Koronka,
Żonka,
Pieczonka.
Przy organku,
Mój B...gdanku,
Szumka
I dumka...
Przy klasztorku,
Mój kaczorku,
Świętość,
Wziętość,
Nadętość.
Przy krzyżyku
Na stoliku
Fakta,
Dwa akta...

(słowa: J. Słowacki, śpiew: W. Warska)

 

 

Tymczasem nagle z wypiekami na twarzy zaczytałam się w żywotach świętych i zaczęłam nawet poszukiwać domowej Złotej Legendy (okazało się ze jest u rodzinnej artystki, malującej portrety świętych na szkle). Widocznie nie tylko tytułowa herbatka wywołuje dziwne reakcje, sam tekst tej książki działanie mocno odurzające. Przy tym jest to stan niezwykle przyjemny z granicy jawy i niewzykłego snu, gdzie Św. Patryk dyskutuje z van Eyckiem, a Conan Doyle spotyka się towarzysko z Oscarem Wilde’em. Wszystkie wątki i postaci mieszają się fantastycznie, przybierają coraz inny kształt, jak opary unoszące się znad filiżanki gorącego wywaru. Mogę śmiało powiedzieć, że była to jedna z najpiękniejszych książek, jakie udało mi się w tym roku przeczytać. Jedyny problem polega na tym, ze po jej skończeniu ciężko znaleźć cos nowego, po prostu prawie każdy inny tytuł wydaje się mdły, płaski i bez polotu.

 Warto:

 

 IRLANDZKA HERBATKA

A jeśli ktoś chciałby posłuchać piosenki której tekst podaje, polecam płytę:

zmieszane zagajenia 15. grudnia 2008 21:52:00 Komentarze (6)
linkologia.pl spis.pl

Daj im nauczkę skarbie,. Pokaż im, co to znaczy być WYKSZTAŁCONYM.

„Wybrane Zagadnienia z Fizyki Katastrof”, str 81

 

Pedanteria to przewlekła i nieuleczalna choroba,  a jej przebieg ma różny stopień nasilenia u różnych osobników.  Powoduje ją wirus zwany pedantitum scrupulatis, który u jednych wywołuje ostry stan chorobowy, podczas gdy u innych aktywizuje się tylko w określonych wanrukach, a w skrajnych przypadkach pozostaje on w uśpieniu przez cały okres aktywności życiowej nosiciela (patrz: Encyklopedia Dolegliwości Zmyślonych; strona 721). U mnie na przykład objawia się on niezwykle rzadko, czego dowodem jest nieustający bałagan na moim biurku, we wnętrzach szaf i torebek. Ba, nawet warstw kurzu nie uważam za przeszkodę w godnym i wygodnym życiu - mój typ tak ma i nic nie jest go w stanie skłonić do zmiany (patrz; Żywoty Pań Niesprzątających, rozdział 17: Peek-a-boo, Buksica Jawnoczytająca). Ale,  jak niemal każdy, jestem nosicielem w/w wirusa i zdarzają mi się jego silne ataki. Główną  przyczyną zwykle jest tekst książki. Po prostu dostaje szczękościsku czytając niechlujnie zredagowany tekst, dłonie zaczynają mi drżeć, gdy otwarty w tekście nawias nie ma sparowanej końcówki zamknięcia. Zgrzytam zębami na niezdarne metafory, nieudolne tłumaczenia, fikuśne zdania, których to fikuśność pada na płask przy próbie złapania sensu.

Niestety przy lekturze tej książki, szkliwo moich siekaczy uległo znacznemu uszkodzeniu, bo kłapałam nimi w oburzeniu nad wyraz często. Jakoś pogodziłam się na wstępie, z tym, że czytam skrzyżowanie pracy licencjackiej (patrz: liczne przypisy i odnośniki) z pamiętnikiem pensjonarki. Natomiast nie mogłam się zgodzić na to, że w książce z ambicjami   jak w cytacie, Bille Holiday jest mężczyzną ( patrz zdanie: Nie włączała już Hannah po obiedzie Billie Holiday No regrets,i nie podśpiewywała nieśmiało i niemelodyjnie razem z nim  : wybrane zagadnienia: strona 377), słowo „machbox” okazuje się wyrazem należącym do słownika języka polskiego ( w żywiole klaszczących fal łódka wyglądała jak matchbox ibidem: strona 248), a najbłyskotliwsi bohaterowie maja problemy z ustaleniem daty  początku II wojny światowej ( przez całą godzinę ich dwie głowy-złota i brązowa-pochylone pod lampą biurkową (SIC!- dopisek mój) jak zmarznięte gołąbki, usiłowały wydedukować w jakim miesiącu Niemcy napadli na Polskę: ibidem strona 125). Tak wiec szybko przestałam wierzyć w erudycję narratorki, a tak samo jak wiedzą, nie imponowała mi swoimi sukcesami towarzyskimi, polegającymi głównie na snuciu się bez celu z grupką bufonowatych małolatów. Najwidoczniej brak w moim życiu doświadczeń z barowych podrywów oraz wspólnych libacji kończących się zbiorowym rzygankiem, ograniczył moje możliwości percepcji do tego stopnia, że nie mogłam w pełni docenić wszystkich walorów tej lektury. Co nie oznacza, że jest ona pozbawiona wszelkich interesujących treści ( o których mowa tu, tu i tu).  Nie, jest to poprawne czytadło, zapchane całym mnóstwem zupełnie niepotrzebnych wtrętów aluzji i pseudoencyklopedycznych danych, które zamieszczenie było najwidoczniej sposobem autorki na wywiązanie się z obowiązku stworzenia powieści liczącej ponad 600 stron. Na pociechę dodam, że przez te strony przeleciałam całkiem sprawnie w ciągu trzech dni i nawet nie żałowałam straconego czasu, a co więcej  przyznaję, że rozwiązanie zagadki prawie-kryminalnej  jest całkiem interesujące. A sama książka? No cóż, na pewno stanowi świetny prezent gwiazdkowy dla rodzinnej nastolaty-kujonicy.

mowa o:

Wybrane zagadnienia z fizyki katastrof (twarda) - Marisha Pessl

artyści i inne potwory 09. grudnia 2008 22:09:00 Dina Rubina Komentarze (3)
linkologia.pl spis.pl

Przyznaję od razu, ze tę książkę kupiłam głownie po to, żeby autorka miała gdzie wpisać dedykację. Skusiłam się niewielka objętością, bo miałam w perspektywie podróż i noszenie pakunów, a tu książeczka cieniutka, w oprawie miękkiej, wiec do torebki wcisnęła się bez trudu. Tematyka na dodatek też była „moja”, bo o światku artystycznym, tym razem- Moskwy. Choć okazało się, że tak nie do końca. Bo chyba bardziej niż o sztukę, w tej książce chodzi o nieudolność w  wyrażaniu uczuć, o emocjonalna nieporadność, która charakteryzuje głównego bohater, niespełnionego artystę Pietkę. Pietka zapowiadał się na dobrego reżysera teatralnego, ale nic mu w końcu z tych zapowiedzi nie wyszło, przez plątaninę losu i samego Pietki niełatwy charakter. Na szczęście przyjmuje go pod swoje skrzydła stareńka rzeźbiarka, Anna Borysowna. Daje mu dach nad głową i wsparcie finansowe. Relacja między tym dwojgiem to dzika wojna temperamentów i  indywidualności. Jednak po pewnym czasie okazuje się, że wygraną jest tu nie zyskanie przewagi siły, tylko przywiązanie, jakim zaczynają się wzajemnie darzyć. Jest w tej książce więcej „popaprańców”: piękna Nina, nieszczęśliwie zakochana we własnym profesorze, uparty malarz, który, wbrew rozsądkowi,  odmawia komercjalizacji swoich dzieł, jest też Sasza, córka Anny, sztywna i nudna jak ideał mieszczaństwa, który za wszelka cenę chce ucieleśniać. Wszystkie postaci tej książki są w nieustannym ruchu, kłócą się, martwią, wspominają i tworzą w jakimś wirującym pędzie. Kolory tej książki to barwy zaniedbanego pokoju, w którym od przegrzania drga powietrze i pyłki kurzu bezustannie migocą w świetle kiepskiej lampki. Niby jest szaro, ale jednocześnie niespokojnie i lirycznie. A czy smutno? W pogodzeniu się  z losem można znaleźć smutek, ale także wielki spokój. Takie przynajmniej odniosłam wrażenie, śledząc końcowe poczynania Pietki. 

mowa o:

Merlin, nie czytać "Mikołaj" 06. grudnia 2008 23:09:00 na marginesie Komentarze (11)
linkologia.pl spis.pl

Nie wiem, czy pamiętacie, jak się chwaliłam, żę odpuściłam zakupy na Targach Książek w Krakowie, bo w Merlinie jest taka fajna promocja, z której skorzystałam. Zamówiłam cały stosik książek, licząc na 25% zniżkę. Niestety, okazało się że radość z zamówionych książek była przedwczesna. Najpierw po 4 tygodniach oczekiwania skrobnęłam do Merlina maila z pytaniem co się dzieje, bo nic nie widać na horyzoncie. Poczta milczy, dusza, hm, nie śpiewa, tylko wyje za nową strawą intelektualną. Odpowiedzieli, że bardzo im przykro, ze to ani chybi listonosz awiza wystawić nie potrafi, a książki walają się w kurzu pocztowego zapomnienia. Nie bardzo wierzyłam w tę teorię, bo jak dotąd nic mojemu listonoszowi zarzucić nie można. Awizuje, biedaka ,wszystko po dwa, trzy razy, przynosi najgłupsze reklamy, że o rachunkach nie wspomnę. Ale sumiennie wydzwoniłam wszędzie, łącznie, ze składem paczek, gdzie pan ofiarnie przerwał picie herbaty i przez piętnaście minut szurał pakami w poszukiwaniu tej mojej. Oczywiście wszystko na darmo. Wiec znowu do Merlina piszę, już trochę mniej słodko, że może by ,do jasnej ciasnej, ruszyli tyłek i wyjaśnili o co biega. Merlin nic, jak na czarnoksiężnika przystało, milczy jak zaklęty. Ale 6 grudnia przypomniał sobie o klientach. A jakże. Tylko, ze nie zachował się tak jak w tym dniu przystaje. Wysłał mi bowiem maila o treści następującej:

 

Pozdrawiamy z internetowego sklepu Merlin.pl.
Z przykrością zawiadamiamy, że zamówienie nr ............ złożone dnia 26-10-2008,
zostało anulowane,
ponieważ nie otrzymaliśmy dotąd wskazówek odnośnie dalszego sposobu
jego realizacji, o które prosiliśmy w naszej poprzedniej korespondencji.
 

 

Nie muszę chyba mówić, ze zdębiałam. Potem się wkurzyłam i zaczęłam pisać. Pewnie nic to nie da, ale przynajmniej dam upust mojemu, świętemu jak dzisiejszy Mikolaj, oburzeniu.  Widzę, że teraz mają kampanię „prezenty dla najbliższych”. Faktycznie, w robieniu niespodzianek nie maja sobie równych. Nie wiem tylko, czy ktokolwiek z Waszych bliskich ucieszyłby się z „prezentu” w stylu Merlina!  L

Kalendarz

pn wt sr cz pt so nd
2627282930311
2345678
9101112131415
16171819202122
2324252627281

Ksiega gości

Księga gości